Dzisiaj, o mały włos, w bieganinie codzienności zapomniałabym o mojej chwili z kawą i blogiem. Jednak jestem, jestem. Kolejny tydzień pracy się zaczyna. Ile jeszcze tych tygodni pracy przede mną? Ile tej gonitwy, żeby mieć więcej, bo to co mam wciąż jest za mało. Od zawsze to co mam jest mi za mało. Ilu z nas tak żyje? Po co? Dokąd tak biegniemy, gdzie tak naprawdę jest nasz cel. Czy w ogóle wiemy czym jest ten cel, ja już chyba nie wiem. Gdy byłam małą dziewczynką byłam naprawdę religijna, wierząca, bogobojna. Z wiekiem mi się to zatraciło. Mam bardzo mało takich chwil jasności, przebłysku, kiedy widzę sens życia, mam poczucie, że żyję "tu i teraz". Świadomość bezsensu wcale nie pomaga, wcale nie powoduje, że się otrząsam, nie, wcale nie. Wciąż mam wrażenie, że śpię czekając na jakieś przebudzenie. Jasne, małe cele są - dziecko wychować na dobrego człowieka (chociaż ile tak naprawdę od nas zależy to do końca nie wiadomo) radzącego sobie w życiu (czy dobry człowiek może sob...
Komentarze
Prześlij komentarz